• "Be who you are and say what you feel, because those who mind don’t matter and those who matter don’t mind."
  • – Dr. Seuss (via coral)

    (via prospects)

  • Rzeźba ze wspomnień i gliny

    dekompozycje:

    Zaczęłam myśleć nad wartością naszego życia oraz w większym bądź mniejszym stopniu po co to wszystko. Złamane serca, letnie noce z przyjaciółmi, zbieranie rzeczy, które po naszej śmierci zostaną zapomniane, sprzedane, wyrzucone. A po nas pozostaną tylko wspomnienia oraz nagrobek – jedyny ślad i dowód na to, że żyliśmy. Wspomnienia to tak naprawdę jedyna rzecz jaką posiadamy. Rzeczy materialne – gubią się, zostają zabrane bądź sprzedane - „tracą termin ważności”. Wspomnień nie da się zgubić. Zawsze z nami będą w większym bądź mniejszym stopniu ; czasem wyciągnięte na brzeg, czasem schowane gdzieś z tyłu głowy. Od nas tak naprawdę zależy co z nimi zrobimy.Są one intymną częścią życia, nie wpłynie na nie żaden człowiek. Jedynie manipulacja ze strony otoczenia, bądź własnych odczuć i myśli. Majątek łatwo stracić, dom można sprzedać, włosy ściąć, rzeczy wyrzucić – ale nigdy samych siebie nie oszukamy, nigdy nie uciekniemy przed tym, kim tak naprawdę jesteśmy.

    Istnieją też ludzie, którym uda się zapisać w historii. Być może napiszą przełomową książkę, odkryją nowy układ planet albo wynajdą lekarstwo na raka – ale nie oszukujmy się. Dotyczy to około dwóch procent populacji. Lecz każdy z nas ma wewnętrzną potrzebę bycia zapamiętanym. Uwiecznionym. Tak bardzo podążamy za nurtem, aby być najlepszym, najsilniejszym.

    W gruncie rzeczy jesteśmy prostym gatunkiem.  

    Ale coraz częściej udajemy. Udajemy, aby przypasować się ludziom. Mieć znajomych. Mieć upragnionego chłopaka. Tylko przed nieliczną grupką osób zdejmujemy maskę i pokazujemy prawdziwych siebie.

    Potrafimy ocenić co druga osoba chce usłyszeć. Co zrobić, aby ją zdobyć – a ona jak gdyby nigdy nic daje nam sygnały, czego potrzebuje. Więc zmieniamy się. Formujemy nasz charakter, jakby był zlepkiem gliny. Staramy się uzyskać jak najbardziej podobny kształt od oczekiwanego.  Lepisz, ugniatasz, kombinujesz. W końcu masz to. Pasuje. I tak ci mija całe życie. Formujesz. Ugniatasz. I zapominasz kim tak naprawdę jesteś.

    Wszyscy jesteśmy gliną. Tworzą nas „cząstki” innych ludzi – wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek i jakkolwiek zaistnieli w naszym życiu. Ale tylko od nas samych zależy jak to uformujemy – tworząc replikę, bądź totalnie nowe dzieło.

    ~Olka

  • Przemijanie

    dekompozycje:

    Powietrze dzisiaj pachnie wspomnieniami.
    Ubiegłych chwil. 
    Zapach wilgoci i papierosów, 
    przedziera się przez moje kości.
    Walczące komórki przeszłosci,
    budzą się do życia. 
    Ciepła skóra, pościel w kropki, nic do ukrycia.
    Miesiąc dwa trzy sześć
    i będziemy się na siebie patrzeć
    jak nieznajomi niemówiący sobie nawet cześć. 
    Czas ucieka, a wraz z nim my -  
    oddaleni, nieznajomi rezygnujący z gry.

    ~Olka, nocne marki

  • Bałagan

    dekompozycje:

    Żyjemy w bałaganie

    uczuć i emocji.

    Mówiąc, że posprzątamy później,

    na wiosenne porządki.

    Myśli jak kurz -

    nawarstwiają się na naszych emocjach,

    przysłaniając uczucie, gasnące w kątach,

    w zakamarkach serc.

    A gdy przyjdzie już pora na sprzątanie,

    z emocji i uczuć, nic nie pozostanie.

    ~Olka

  • Biegniemy za tym co ulotne

    dekompozycje:

    Każdy z nas podąża swoją drogą – być może wcześniej wydrążoną przez kogoś innego… jednak wciąż swoją. W świecie kapitalizmu, ślepej konsumpcji ciężko jest odnaleźć to, kim się tak naprawdę jest. Czas leci szybciej, wskazówki zegara zamiast zwalniać przyspieszają, a my? Chcemy więcej, chcemy mocniej, chcemy wszystko. A wszystko tylko po to, aby poczuć, że żyjemy. Po to, aby przez chwilę ktoś potrzymał nas w swoich ramionach, powiedział, że wszystko będzie dobrze, ofiarował kawałek ciepłego łóżka w tą jedną noc, która jest zimna i samotna. Aby rano wstać, ubrać buty i wyjść jak gdyby nigdy nic. Pozostawiając po sobie wgniecenie w materacu oraz ślady ust na ciele. Wszystko po to, aby stworzyć sztuczne uczucie, że nikogo nie potrzebujemy w naszym życiu, na dłuższą metę. Potrafimy żyć sami, troszczyć się oraz zapobiegać. Ale zbieramy bagaż. O tak. Bagaż. Bagaż pełen wspomnień, złamanych serc, letnich pocałunków w pełnej okazałości słońca. Wytartych kciukami słonych łez, spływających po policzkach, gdy ktoś odchodzi. Pełen rozczarowań i zachwytów. Krzyku i ciszy. Narasta on na naszych barkach, w cichej samotności. W chwilach, gdy wybieramy samotność. I to właśnie te chwile, paradoksalnie, uświadamiają nas, że potrzebujemy ludzi. Że nie zawsze można wszystko utrzymać samemu. Potrzeba nam stabilizacji, ciszy, spokoju.

    Ludzie potrzebują ludzi. Oj tak. I jest to jedyna prawda, jaką posiadam w swoich kieszeniach porwanych jeansów. Tylko tyle mam do zaoferowania. Że posłucham, że zostanę, że wytrę twoje łzy, że wypchnę cię do góry, jeżeli będziesz leciał w dół.

    Może czasem warto zatrzymać się na chwilę, zamiast wybiegać w przyszłość, której wszyscy tak bardzo pożądamy.